Rajd Dakar 2013 - Małysz i Marton podsumowali Dakar

pon, 28 stycznia 2013 godz. 15:54:07 skomentuj rajdy terenowe

Adam Małysz & Rafał Marton | fot. Jacek Bonecki SONY

Dzisiaj podczas konferencji prasowej w Warszawie Adam Małysz i Rafał Marton, którzy na piętnastym miejscu dojechali do mety tegorocznego Rajdu Dakar, podsumowali swój start w tej imprezie. Swój sukces wywalczyli za kierownicą Toyoty Hilux Overdrive. Zespół przez cały rajd jechał rozważnie, dziewięć razy kończąc etap w czołowej dwudziestce, trzy razy w piętnastce. Najlepszym wynikiem pozostaje 13. lokata na etapie La Rioja - Fiambala, jednym z najtrudniejszych w Dakarze.

- Podczas naszego pierwszego startu na prologu, który miał piętnaście kilometrów, gdzie startuje się co minutę i kiedy po kilku kilometrach wyprzedziliśmy jeden samochód, powiedziałem do Rafała tylko takie słowa „jak to zapiernicza”. Dla mnie to było szok, przeskoczenie do takiego samochodu, którym jechaliśmy w tym roku - mówił Adam Małysz. - Na początku miałem wielkie obawy, ponieważ wiedziałem, że ten samochód jest wręcz za dobry dla nowicjusza, który po raz drugi jedzie Dakar i trenuje tylko rok, więc obawiałem się, czy sobie z tym wszystkim poradzę, z oczekiwaniami i tym samochodem. Jednak po pierwszych dwóch etapach tak wczułem się w ten samochód, że to auto wręcz mnie słuchało. Wiedziałem, że ten samochód się nie zepsuje, że jeśli ja nie popełnię jakiegoś błędu ten samochód pojedzie. Mieliśmy jakieś trudne sytuacje w rzekach, czasem na miękkich wydmach, gdzie się wydawało, że już zabraknie mocy, ale on cały czas nas z tego wyciągał. Jestem w szoku i pod wielkim wrażeniem samochodu, który nas dowiózł na metę. Oczywiście, że trzeba jechać dobrym tempem i mieć takiego pilota, jakim jest Rafał, który się nie myli. Tak jak Rafał podkreślał, wydawało mi się, że chwilami mogłem jechać szybciej, ale to wiązało się też z pewnym ryzykiem, które było niepotrzebne. Moim zadaniem jest cały czas robić postępy, ale robić to stopniowo.

- Na początku grudnia bardziej wierzyłem w tą dwudziestkę niż czwartego i piątego stycznia, kiedy na starcie rajdu patrzyłem ile świetnych samochodów stanęło na starcie, ilu świetnych kierowców zdecydowało się na start i ilu świetnych kierowców wróciło po kilku latach przerwy - mówił Rafał Marton. - Jak zacząłem to kalkulować byłem troszeczkę przerażony. Przestraszyłem się, że te nasze deklaracje poczynione przed wyjazdem będą ciężkie do zrealizowania, jednak moje obawy minęły dosyć szybko bo już po prologu. Prolog był dla mnie sporym zaskoczeniem, ponieważ to był pierwszy odcinek specjalny na zawodach, który pokonywaliśmy tym samochodem. Ja obawiałem się, że  stres w połączeniu z brakiem doświadczenia w tym samochodzie spowoduje, że Adam będzie gdzieś szukał tej prędkości, ale okazało się, że to ja szukałem sposobu, aby go trochę opanować, aby zwolnił, ponieważ jechaliśmy bardzo odważnie i szybko. Myślę, że gdyby nie kilka moich słów byłoby jeszcze lepsze miejsce, ale cieszę się z tego czternastego miejsca na prologu i cieszę się, że później układało się to podobnie, ponieważ Adam próbował jechać coraz szybciej. Chyba nawet w trakcie rajdu miał kilka razy do mnie pretensję, że go zwalniam, ale to było tempo, na które zdecydowaliśmy się wspólnie i dziękuję Adamowi, że mnie posłuchał i zdjął trochę nogę z gazu, co pozwoliło nam na dojechanie na naprawdę świetnym miejscu i bezpiecznie. Każdy dzień tego rajdu przejechaliśmy bezpiecznie bez żadnego ryzyka.

 

fot. Jacek Bonecki SONY