Hungarian Baja 2013 - Mówią po Hungarian Baja

nie, 18 sierpnia 2013 godz. 22:27:35 skomentuj rajdy terenowe
Tagi: laskawiec

Krzysztof Hołowczyc | Fot. X-raidKRZYSZTOF HOŁOWCZYC: - Nasz start w rajdzie zapowiadał się niezwykle obiecująco. W piątek udało nam się zdecydowanie wygrać prolog, więc miałem ogromną wiarę w zwycięstwo. Dlatego dzisiaj jestem nieco zawiedziony drugim miejscem. Kluczowym okazał się pierwszy sobotni etap, którego trasa była makabrycznie dziurawa i kamienista, więc starałem się nieco oszczędzać swój kręgosłup i sprzęt. To niestety się na mnie zemściło, bo straciłem tam ponad 2 minuty do kolegi z zespołu, Naniego Romy. Później jechałem już bardzo szybko, na granicy wypadnięcia z trasy i zacząłem zdecydowanie odrabiać straty. Jestem przekonany, że gdyby nie skrócono dwóch niedzielnych odcinków specjalnych, to odrobiłbym je do końca i wygrałbym ten rajd, a tak zabrakło 42 sekund. W rajdach terenowych to tyle, co nic. No cóż, taki jest sport, nie zawsze się udaje. Musze jednak przyznać, że Nani Roma jechał bardzo szybko i należy mu się ogromne uznanie. Mimo to, że nie wygrałem Hungarian Baja, to jestem dobrej myśli przed zbliżającym się rajdem Baja Poland. Na Węgrzech wjeździłem się już w nowy samochód, więc w Szczecinie będziemy cisnąć do oporu i mam nadzieję na czwarte z rzędu zwycięstwo w tej najważniejszej imprezie terenowej w Polsce. Żałuję, że węgierskiego rajdu nie udało się dokończyć mojemu uczniowi z LOTTO Team, Martinowi Kaczmarskiemu. Od początku, mimo że jechał treningowym autem, znajdował się w czołówce zawodów, ale niestety w niedzielę sprzęt odmówił posłuszeństwa. Mam nadzieję, że zrekompensuje to sobie dobrym występem  w Baja Poland.

Nani Roma | Fot. X-raidNANI ROMA: - Krzysztof był dla nas trudnym rywalem. Wczoraj popełniliśmy błąd i straciliśmy część przewagi, więc dzisiaj musieliśmy walczyć aż do końca. Problem polegał na tym, że otwieraliśmy trasę, a teren nie był łatwy, trawiasty i nierówny. Kosztowało nas to trochę na pierwszym odcinku. To było trudne zwycięstwo w nowym dla mnie rajdzie co sprawia, że odczuwam jeszcze większą satysfakcję.
Mamy szanse na zdobycie Pucharu Świata, ale nie wiem czy zespół wyśle mnie na dwa lub trzy pozostałe rajdy. Nie jest pewne, czy odbędzie się Pharaons Rally z powodu niestabilnej sytuacji politycznej w Egipcie. Oczywiście, bardzo chciałbym powalczyć o końcowy sukces, ale to nie zależy ode mnie.

Łukasz ŁaskawiecŁUKASZ ŁASKAWIEC: - Z Węgier wyjeżdżam z kompletem punktów, jak zawsze super zadowolony ze zwycięstwa. Bardzo lubię się tu ścigać, pomimo tradycyjnie panujących bardzo wysokich temperatur, które dają popalić na długich oesach. Rajd rozpoczął się mało szczęśliwie, od awarii na krótkim, 7-kilometrowym prologu. Na szczęście usterkę udało nam się usunąć przed startem do sobotniego etapu. Niestety, startowałem do niego jako ostatni i cały dzień musiałem się ścigać w ogromnym kurzu, który utrudniał widoczność do tego stopnia, że niekiedy wyprzedzanie nie było możliwe. Pomimo tych niedogodności udało mi się nadrobić sporo strat. Na 120-kilometrowym oesie zanotowałem najpierw drugi, a potem pierwszy czas wyprzedzając w dniu Kamila Wiśniewskiego o trzy sekundy. Dzięki temu do niedzielnej rywalizacji startowałem już jako trzeci zawodnik, za dwoma motocyklistami. Quad spisywał się bez zarzutu, dzięki czemu mogłem mocniej cisnąć i odjechać kolejne trzy minuty konkurentom. Przed nami jeszcze jedne zawody, które zadecydują o tytule Mistrza Europy. Spotykamy się w ostatni weekend września w Portugalii.