Rajd Dakar 2017 - Piątek: w ciągu roku zaliczam tysiąc takich wywrotek

śro, 4 stycznia 2017 godz. 08:34:06 skomentuj rajdy terenowe

Kuba Piątek | fot. Marcin Kin

Kuba Piątek w pechowy sposób żegna się z Dakarem. Już na pierwszym etapie doznał kontuzji złamania kości śródręcza podczas niegroźnego z pozoru upadku.

Rozmawiamy dobę od twojego wypadku. Jak się czujesz?

Słabo, tym bardziej, że na biwaku miałem styczność z zawodnikami. Widziałem, jak wjeżdżają na biwak umorusani, zmęczeni. Ile bym dał, żeby też być taki umorusany i zmęczony!

Ciężko się z tym pogodzić?

Strasznie to przeżywam. Tym bardziej, że to stało się na pierwszym odcinku. Tyle pracy włożyłem, żeby dobrze przygotować się do tego rajdu. Tyle osób mi zaufało i mnie wspierało.

Już w swoim dakarowym debiucie zostałeś pechowo wyeliminowany. Wówczas po odcinku prowadzącym przez wyschnięte słone jezioro twój motocykl odmówił posłuszeństwa. Czy to dla ciebie porównywalna sytuacja?

Smutek jest porównywalny. To mój trzeci Dakar i przerobiłem już chyba każdy scenariusz. Dwa lata temu miałem już siedem odcinków przejechanych, pokazałem się z dobrej strony i zebrałem doświadczenia. Tym razem nie zdążyłem nic pokazać. 38 miejsce na etapie po wywrotce i ze złamaną ręką to nie jest złe osiągnięcie, ale co z tego? Liczy się meta. To był mój cel.

Czy sobie możesz coś zarzucić?

Jeszcze gdybym szarżował, coś komuś próbował udowadniać, to mógłbym sobie mieć coś do zarzucenia. Ale nie. To była taka wywrotka, jakich w ciągu roku zaliczam tysiąc.

Co dalej? Wracasz do Polski?

Muszę wracać. W czwartek mam samolot do Polski, a w kolejny wtorek mam umówioną operację. Będę trzymał kciuki za chłopaków już z Polski.

Jacek Czachor: Kuba jechał spokojnie

Jacek Czachor, kapitan ORLEN Team i jeden z największych dakarowych weteranów na świecie, jest na miejscu rajdu wspierając młodszych kolegów i służąc im radą. Już na pierwszym etapie jego podopiecznego, Kubę Piątka, dopadł gigantyczny pech, eliminując z rajdu z powodu złamania kości śródręcza.

Czy wypadek Kuby Piątka to definicja pecha na Dakarze?

Pierwszy odcinek jest dla rozgrzewki, trzeba go przejechać spokojnie. Na sto procent Kuba tak jechał. To nie była wielka wywrotka, byłoby to widać po motocyklu. Tak nieszczęśliwie upadł, że kciuk mu się wykręcił.

To była taka wywrotka, jakich wiele na każdym Dakarze. Zwykle bez konsekwencji.

To nie była żadna wywrotka! Na motocyklu tylko delikatne ryski, nawet nie trzeba było go serwisować. Takich wywrotek na pewno tego dnia było mnóstwo. W mojej karierze widziałem już bardzo różne rzeczy. Między innymi to, jak na łatwym terenie, jadąc dwadzieścia na godzinę, ludzie poważnie się łamali.

Jak się teraz czuje Kuba?

Kuba mocno przygotowywał się do tego startu, dopiero co wyleczył poprzednią kontuzję. Jest podłamany. Robił wszystko, żeby jechać dalej. Mogę mu tylko współczuć.

fot. Marcin Kin