Rajd Maroka: - Mówią po drugim etapie

sob, 7 października 2017 godz. 21:30:30 skomentuj rajdy terenowe

Rafał Sonik

RAFAŁ SONIK: - Kilkadziesiąt kilometrów od pierwszego tankowania dojechałem do grupy czołowych motocyklistów, którzy stali nad brzegiem rzeki. Twierdzili, że przekroczenie jej jest bardzo niebezpieczne i zdecydowało się na to tylko dwóch zawodników. Okazało się, że jednym z nich był Maciek Giemza, a drugim Juan Pedrero. Obaj wrócili po jakimś czasie, ponieważ 30 km dalej trafili na kolejną rzekę. Hiszpan wszedł do niej, żeby sprawdzić głębokość i kiedy zanurzył się do ramion, postanowił zawrócić. Organizator przyleciał do nas śmigłowcem i nie miał innego wyjścia, jak przerwać rywalizację. Wszyscy razem pojechaliśmy do najbliższej drogi i konwojem udaliśmy się na biwak. Jutro ruszamy na maraton i z punktu widzenia Pucharu Świata, mamy przed sobą dwa kluczowe dni walki. Miejmy nadzieję, że już bez podobnych niespodzianek.

Kuba Przygoński | fot. Marcin Kin

KUBA PRZYGOŃSKI: - Drugi etap rajdu Maroka zapowiadał się bardzo fajnie, jednak nocne opady sprawiły, że suche koryta rzek wypełniły się wodą i miały nawet metr głębokości. Na suchym jeziorze, które wypełniło się błotem, przez dobrych kilka minut walczyliśmy, żeby nie zakopać samochodu. Chyba tylko jedenaście załóg dojechało do połowy etapu. Ruszyliśmy dalej, ale dotarliśmy do rzeki, która była tak głęboka, że nawet nie podjęliśmy próby przejazdu i organizator zadecydował o skróceniu odcinka. Dla nas to nie jest idealna decyzja. Jutro będziemy rywalizować na podobnych terenach i jeśli dzisiaj nie będzie padało, to woda szybko opadnie i powinniśmy już móc się normalnie ścigać.

MACIEJ GIEMZA: - Już na 45. kilometrze mieliśmy pierwszą przeprawę przez rzekę, na której kilku zawodników miało bardzo poważne problemy. Udało się jeszcze zaliczyć pierwszy punkt kontrolny na 140. kilometrze, ale na 165. trafiliśmy na teoretycznie wyschniętą rzekę, która nie była już do pokonania i etap został skrócony. Trochę się potaplałem w błocie, ale jechałem bezpiecznie. Jestem w dwudziestce i byle do mety.