Hungarian Baja 2017 - Wypowiedzi po Hungarian Baja

nie, 13 sierpnia 2017 godz. 22:56:25 skomentuj rajdy terenowe

Kuba Przygoński

KUBA PRZYGOŃSKI: - Jesteśmy po zawodach Baja Węgry. Bardzo dobry start dla nas. Trzecie miejsce przy mocno obsadzonym rajdzie: na podium Nasser i Mikko, za nami Prokop, Domżała i Rautenbach. Bardzo się cieszymy z wyniku, tym bardziej że jechałem tu pierwszy raz. Fajne ściganie, dobre doświadczenie. Cały czas pracowaliśmy z Tomem nad ustawieniami samochodu i widzimy potencjał, żeby był jeszcze szybszy i lepiej się prowadził. Mam nadzieję, że wszystko uda się już skonfigurować przed Baja Poland.

Aron DomżałaARON DOMŻAŁA: - Zarówno u nas, jak i w samochodzie Nassera Al-Attiyah były problemy z elektroniką, ale mimo to nasz katarski kolega wygrał, a my uplasowaliśmy się tuż za pierwszą trójką. Na drugiej z sobotnich prób było już jednak trochę gorzej. Nie mogę powiedzieć, że był to udany rajd. Udało nam się zakończyć go mocnym akordem, ale celowaliśmy w podium. Nie miałem też za wiele przyjemności z jazdy, bo teren był pełen dziur i mocnych dobić. Teraz muszę skoncentrować się na rehabilitacji, bo za dwa tygodnie startuje Baja Poland i muszę do tego czasu być w pełni sprawny. Teraz trudno mi się nawet obrócić

MACIEJ MARTON: - Mieliśmy pecha przy drugiej zmianie. Awaria sprawiła, że nie działał podnośnik. Musieliśmy znaleźć dziurę i wjechać do niej tak żeby podniosło się koło. Straciliśmy z tego powodu mnóstwo czasu. Aron zapomniał, że coś go boli i pojechaliśmy najlepszy oes w historii naszych wspólnych startów. Wyprzedziliśmy obu, walczących o zwycięstwo faworytów. Ja uniknąłem urazów, choć nie dziwi mnie kontuzja Arona, bo także odczułem trudy tej trasy. Nawigacyjnie nie było to wielkie wyzwanie, ale na pewno trzeba było być bardzo uważnym. Roadbook został dobrze przygotowany, ale na tych wszystkich dziurach trzeba było ciągle pilnować kierowcy, żeby trzymał linię jazdy i skręcił w odpowiednie rozwidlenie. A wszystkie wyglądały bardzo podobnie. Co więcej burza pozrywała taśmy, a tam gdzie pojawiały się strzałki, trzeba było zaufać swoim umiejętnościom, bo często pokazywały niewłaściwy kierunek. fot. Grzegorz Kozera